„Na walizkach” – Argentyna.

Jak często się zdarza, pomimo ogromnego zapasu czasu i przygotowań rozpoczynających się z wielotygodniowym wyprzedzeniem i tak efekt końcowy jest zawsze taki sam… W ostatniej chwili okazuje się, że zostało jeszcze mnóstwo do załatwienia. Ostatnie muchy czy inne „przypony”, które właśnie przywiózł kurier. Ulubiona czapka, która nie wiadomo jakim cudem uniknęła znalezienia się w bagażu głównym a jest jednym z „najważniejszych” elementów wyprawy. Nie wspomnę o aktualizacjach na płaszczyźnie społecznościowej. Takim właśnie sposobem obiecany wpis o tym jak spakować się w 4tygodniową podróż na drugą półkulę uniknął publikacji na Blogu.

Korzystając zatem z chwili oczekiwania na oficjalny raport z naszego pobytu na lodowcach Argentyny w mediach społecznościowych, postaram się wywiązać z obietnicy. Tym bardziej, że będzie to wspaniałe preludium do pełnej relacji z Patagonii , którą dla Państwa przygotowujemy.

IMG_1404

Dla większości ludzi wizja spakowania wszystkiego co niezbędne, zaczynając od rzeczy osobistych przez specjalistyczną odzież aż do sprzętu wędkarskiego i fotograficznego w podróż trwającą trzy, cztery tygodnie do „walizki” o wadze do 23kg i bagażu podręcznego o wadze do 10kg jest rzeczą trudną do wyobrażenia a co dopiero zrealizowania… Jest to zupełnie zrozumiałe i dla tego w tej edycji bloga, skoncentruję się głównie na tym elementarnym aspekcie każdej udanej wyprawy.

Dlaczego 2310kg? Otóż u większości przewoźników obowiązuje taki właśnie limit bagażu na trasach międzykontynentalnych. Dodatkowo utrzymując wagę o 3/4 kg niższą czyli do 20kg, złapiemy się w limitach lotów miejscowych już w samej Argentynie ale też Chile i innych krajach Ameryki Południowej. Unikniemy dodatkowych opłat za nadbagaż, które na samym lotnisku, już na miejscu są dość wysokie. Czy jest to w ogóle wykonalne? Oczywiście, że tak. Mój bagaż główny na ostatniej wyprawie ważył dokładnie 20kg. Zanim opowiem co zabieramy ze sobą by dokonać „dematerializacji” kilogramów w bagażu, zacznę od początku, który stanowi element zasadniczy, zanim jeszcze zaczniemy się pakować.

Walizka czy torba? – „oto jest pytanie”. By to rozstrzygnąć wymienię zalety i wady jednej i drugiej.

Walizka – jej główną zaletą jest niska waga, (ostatnio oferta lekkich walizek lotniczych jest coraz bardziej dostępna i atrakcyjna cenowo), oprócz tego istotną zaletą jest dość twarde pokrycie z tworzywa, które pozwala na rezygnację z aluminiowych np. tub ochronnych do wędek, jeśli tylko umieścimy je w dodatkowym rod bag. W przypadku tub z kordury problem rozwiązuje się sam i nie potrzebujemy nawet rod bag, przy ciągłej bardzo niskiej wadze kordury. Kolejną zaletą walizki są kółka, choć przydają się tylko na krótką chwilę pomiędzy terminalami lotnisk. O ile logistyka i serwis na miejscu jest na tyle zaawansowany, że walizka przemieszcza się właściwie sama (lotnisko/hotele/lodge) o tyle można by było powiedzieć, że jest bez wad. Jej natomiast funkcjonalność kończy się gdy opuszczamy ostatnie bastiony cywilizacji. Staje się wtedy zupełnie nie poręczna, nie możliwa do przenoszenia na znaczne odległości i przemieszczania się z nią w różnych okolicznościach pogodowych czy w kontakcie np. z wodą (transfery łodziami itp.) W tych okolicznościach nawet kółka stają się bezużyteczne.

Torba – główną zaletą torby w przeciwieństwie do walizki na pewno nie jest waga. Dobre torby z tworzyw są przede wszystkim duże i dość ciężkie same w sobie. Jej główną zaletą jest odporność na czynniki atmosferyczne, trudne warunki logistyczne i ogromna mobilność o ile tylko posiada system typu backpack. Możliwość mocowania w środkach transportu typu helikopter czy łódź. Nie mniejsza mobilność od walizki na lotniskach (wózki bagażowe). Wadą torby jest miękkie wykończenie co pociąga za sobą potrzebę używania tub ochronnych do wędek i reel bag. Mój osobisty werdykt jest jednoznaczny.

Zdecydowanie torba – ale tylko wysokiej jakości w odpowiednich wymiarach oraz koniecznie z systemem typu backpack. Jedną z pozycji godnych polecenia może być przetestowana już na wielu kontynentach dopracowana torba z serii LOOP Cargo 90L .

 

06_duffel_90_01

 

Co pakujemy do bagażu głównego? Każdy z Państwa na pewno zna to uczucie frustracji, kiedy z wyjazdu na wyjazd ciągle ograniczamy się w pakowaniu a na miejscu okazuje się, że nie wiadomo dlaczego, wciąż wszystkiego jest o „połowę” za dużo. Przecież wzięliśmy już i tak tylko „połowę” tego co poprzednim razem… Najgorsze, że to wszystko prawda. Zazwyczaj używamy i tak tylko ulubionych kilku rzeczy, tych najbardziej sprawdzonych, trafionych, „najfajniejszych” z wielu powodów. Resztę nosimy, wozimy, przepłacamy na lotniskach jako nadbagaż. Z pakowaniem się jest tak samo jak z wyprawą na Mount Everest – każda jedna rzecz, która znajdzie się w bagażu musi być absolutnie niezbędna, na tyle wyrafinowanie przemyślana już w momencie samego jej zakupu by potem spełniła absolutnie wszystkie kryteria. W tym samym momencie, na tyle lekka by „dotrzeć na szczyt„, na tyle techniczna by przetrwać w każdych warunkach i na tyle estetyczna by czuć się komfortowo w każdej sytuacji oraz oczywiście „błyszczeć” w świetle fleszy, kiedy już „ten szczyt zdobędziemy”.

Większość opisów zaczyna się tak – „oprócz bielizny osobistej, zabieramy…” Mój zaczyna się inaczej. Bielizna, którą zabieramy… i już na tym etapie zaczyna się pro. Zabieramy tylko specjalistyczne rzeczy, które będą nam służyły podczas podróży, łowienia, trekkingu i kolacji z winem. Nie jest konieczne zabieranie tylu par bawełnianej bielizny ile jest dni pobytu… Zabieramy  trzy zmiany ale takiej, która oddycha, odprowadza wilgoć, nic nie waży i przede wszystkim nie jest z bawełny tylko ze 100% wełny Merino. Polecam bokserki, zapobiegają otarciom i są dużo wygodniejsze niż slipki. (na wyposażeniu armii czy jednostek specjalnych znajdują się wyłącznie bokserki, nie bez powodu). Tzw. Micro są cienkie, bardzo wygodne i nadają się do ręcznej przepierki nawet w samej wodzie, błyskawicznie wysychając. Do tego cztery zmiany kompletów bielizny typu long sleeve termo, również 100% Merino. Dwie zmainy Micro bottom + Micro top na wyższe temperatury i dwie zmiany Mid bottom + Mid top, które również możemy kombinować w razie potrzeby Micro + Mid jednocześnie. Skarpety cienkie i do brodzenia Merino (wystarczą trzy pary cienkich i dwie grubych do brodzenia). Jeden sweter Merino najlepiej z golfem lub stójką typu Zip. Jeden windstopper najlepiej z kapturem. Jedną kurtkę puchową/ocieplacz typu Primaloft jako warstwa środkowa lub ostatnia kiedy nie pada. Jedną kurtkę do brodzenia typu plandeka, obowiązkowo z kapturem, jako warstwa ostatnia. Jedną parę spodniobutów/ waders (jedna para bez butów do brodzenia powinna znaleźć się w bagażu głównym, w dalszej części druga zapasowa para + buty do brodzenia powędrują do bagażu podręcznego, wyjaśnię dla czego przy opisie bagażu podręcznego). Trzy bluzy UV typu Flat long sleeve. Trzy koszulki typu T-shirt z krótkim rękawem. Trzy koszule technical outdoor typu Simms G4, w których śmiało można zasiąść do kolacji w Lodge po dniu pełnym emocji. Trzy pary spodni technical outdoor. Polecam sprawdzoną serię LOOP Merino Wool, z którą osobiście się nie rozstaję, jedna z topowych ofert na rynku, produkowana z bardzo cienkiej włóczki czystej wełny Merino importowanej z Nowej Zelandii. Nie zapominamy o ciepłej zimowej czapce, stanowi bardzo ważny element ubioru zwłaszcza w Patagonii gdzie słynne wiatry wiejące od strony lodowców skutecznie wychładzają organizm a zwłaszcza dotkliwie odczuje to nasza głowa jeśli jej nie osłonimy.

LOOP WOOL

Jeśli chodzi o obuwie to na pewno większość czasu spędzimy w naszych butach do brodzenia. Oprócz tego zabieramy lekkie buty do trekkingu poniżej kostki i te wkładamy do bagażu głównego natomiast ciężkie buty powyżej kostki tzw. high altitude boots, zakładamy na nogi w podróż (argentyńskie lato to europejska zima, więc warunki będą u nas adekwatne by udać się w podróż w ciężkich butach, zmienimy je w Buenos Aires i ponownie odciążymy bagaż przed wylotem z Buenos do Patagonii). Do bagażu dokładamy standardowo „Crocs” będą robiły za kapcie na Lodge i w hotelu.

Czego nie pakujemy? Nie zabieramy środków czystości takich jak mydła, szampony, ręczniki. Wszystkie te rzeczy czekają na nas w hotelach i zwłaszcza na Lodge. Nie zabieramy suszarek do włosów (również dostępne na miejscu). Nie zabieramy przejściówek elektrycznych (napięcie 220V jak w Europie, gniazdka uniwersalne). Nie zabieramy dodatkowych butelek, termosów czy kubków na wodę zwłaszcza aluminiowych lub stalowych. Zabieramy tylko szczoteczkę, pastę do zębów i podstawowe kosmetyki osobiste, które też lądują w bagażu głównym. Nie zabieramy alkoholu. Nawet jeśli przyjdzie nam ochota na buteleczkę zacnego trunku najlepiej kupić go po drodze w sklepie wolnocłowym. Nie zalicza się wtedy do bagażu i zabieramy go na pokład samolotu w osobnym opakowaniu, który przysługuje każdemu pasażerowi. Do bagażu głównego nie zabieramy ładowarek telefonicznych, butów do brodzenia, zapasowej pary spodniobutów/waders oraz sprzętu fotograficznego. Był by tam zbyt narażony na uszkodzenie podczas przeładunku na transferach między lotami. Nie zabieramy również gotówki ani dokumentów. Zabieramy natomiast wszystkie ostre przedmioty, które w bagażu podręcznym nie przejdą kontroli i zostaną uznane jako niebezpieczne (noże, nożyczki, obcinaczki, haki, muchy, zapalniczki, linki muchowe, żyłki, podkłady etc.) Nasz bagaż główny jest w tym momencie właściwie gotowy do spakowania samej kwintesencji wyprawy czyli sprzętu wędkarskiego.

Bagaż podręczny – to zdecydowanie plecak. Najlepiej około 35-40L, typu waterproof roll top. Zwróćmy szczególną uwagę na system noszenia i wzmocnienie na plecach. Idealnie jeśli posiada mocowania tub na wędki – min dwóch. Dla mnie osobiście plecak 35L z serii LOOP Cargo to absolutny hit. Sprawdzony zarówno na dalekiej północy Europy (North Cape), Oceanie Indyjskim (tropik), jak i w Ameryce Południowej (Patagonia i Lodowce). Zwróćmy uwagę, że w przeciwieństwie do bagażu głównego, który będzie nam służył tylko na trasie pomiędzy destynacjami, plecak będziemy używać każdego dnia naszej wyprawy.

 

06_bp35_01

 

Do bagażu podręcznego pakujemy przede wszystkim dokumenty takie jak paszport, karty pokładowe, potwierdzenia rezerwacji hoteli, drugi dokument tożsamości ze zdjęciem najlepiej dowód osobisty. Gotówkę, telefon, ew. laptop, sprzęt fotograficzny, ładowarki. W plecaku znajdą się również nasze buty do brodzenia oraz zapasowe spodniobuty/waders. Dla czego tak ciężkie rzeczy jak spodniobuty czy buty do brodzenia zabieramy do plecaka? Otóż na wypadek zaginięcia naszego bagażu głównego lub nie dostarczenia go na czas na pick up line czy innych turbulencji, które mogą się zdarzyć. Oczywiście w każdym wypadku nasz bagaż zostanie dostarczony do naszego miejsca docelowego na koszt przewoźnika, natomiast może to potrwać dzień lub dwa. O ile w tak renomowanych Lodge wędki, kołowrotki, linki, są dostępne bez problemu to spodniobuty a zwłaszcza buty do brodzenia w naszym akurat rozmiarze mogą okazać się poważnym problemem. Do bagażu podręcznego pakujemy również nasz skarb bez którego łowienie staje się wręcz niemożliwe i niebezpieczne a mianowicie dobre okulary polaryzacyjne, bo przecież musimy je mieć zawsze pod ręką…

glassloop

Sprzęt wędkarski. To wydawało by się najtrudniejsza cześć operacji „pakowanie”. I tak i nie. Tak jeśli robi się to pierwszy raz, tak jeśli wiedza ogólna o sprzęcie i warunkach na łowisku nie jest ukierunkowana w punkt. Oraz tak, jeśli wyboru dokonuje się z pośród często zbyt wielu wędek, linek i kołowrotków, które posiadamy na stanie. W rozmowach z klientami wielokrotnie powtarzam swoją doktrynę dotyczącą wędek. Sam posiadam ich kilkadziesiąt, nazbierało się przez 25lat ponieważ nigdy nie sprzedaje swoich kijów, zostają u mnie na dożywocie. Natomiast przez te wszystkie lata zdobyłem doświadczenie, podparte praktyką, podczas licznych podroży i skautingu na obydwu półkulach. Konkluzją całego tego okresu jest stwierdzenie, że ” Świat ogarniają cztery kije„. Choć wydawać się to może wręcz szokujące jest to prawda. Jak bardzo ułatwiająca „życie” i podróże ale przede wszystkim samą skuteczność łowienia jest z pewnością tematem na osobny i bardzo obszerny artykuł a my musimy się spakować…

IMG_2546

Wędki. Do Argentyny udajemy się na jedną z dwóch flagowych destynacji bądź na combo trip.

Pierwsza z nich to Patagonia – Estancia las Buitreras i Rio Gallegos z jednymi z największych na świecie Searun Trout. Tu sprawa jest oczywista, oraz zgodna z wieloletnim doświadczeniem zarówno przewodników jak i samych klientów. Narzucona przez warunki wodne oraz sam charakter rzekispecyfikę łowienia Searun Trout w pełni argentyńskiego sezonu (lato). Ta ideologia zderzyła się z moją własną, kiedy po raz pierwszy znalazłem się nad Rio Gallegos. Miałem w torbie dokładnie to co było najbardziej rekomendowane i nie był to żaden przypadek. Dodam, że od wielu lat łowię kijami Travel a od kilku wyłącznie LOOP Travel. Na tej rzece łowi się właściwie dwoma wędkami. Obie w tej samej klasie. Pierwsza to #7 Single Hand o optymalnej długości od 9’8″ do 10′ /Mój kij to Cross ST #7, 9’8″ SH, Travel/. Druga to #7 Double Hand o optymalnej długości od 12’4″ do 12’6″ /Mój kij to Cross ST #7, 12’4″ DH, Travel /. Zakres użyteczności tych dwóch wędek na przeróżnych łowiskach świata, na obu półkulach, we wszystkich sezonach, zajął by co najmniej dwie strony. Jeszcze będzie okazja by o tym Państwu opowiedzieć. Tym czasem spakujmy sprzęt na drugą z naszych destynacji.

Na lodowcach Argentyny, w zlewni potężnej Santa Cruz rządzi tylko jeden kij, który jest w stanie przeciwstawić się potędze największych łososi świata. To wędka Double Hand w klasie od #9 do #10 o optymalnej długości od 13’6″ do 15′ /Mój kij to Cross ST #9, 13’6″ DH, Travel/.

Wygląda na to, że do torby powinniśmy spakować w sumie dwa kije na pierwszą destynacje i jeśli nie jest to combo trip, te dwie wędki to wszystko czego będziemy potrzebować. Jeśli to combo to dorzucamy jeszcze jeden wymieniony kij DH. Nie zabieramy zapasowych wędek. Bez obaw jeśli nasz sprzęt ulegnie „awarii” na Lodge wypożyczymy godnego „zastępcę”. W sumie to dwa kije na pierwszą, jeden na drugą i trzy w przypadku obu destynacji – niezły wynik nieprawdaż? „Bułka z masłem„…

Chyba, że jest się Grzegorzem Frycem, którego na świecie nazywają „Single Hand Man„. Wtedy do torby wędruje jeszcze jedna wędka… To #12 Single Hand długości 9′ nie inna jak tylko Cross SW. Ale to już tylko jako dygresja drodzy Państwo. To jak „chodzenie po linie zawieszonej na bardzo dużej wysokości bez zabezpieczenia”. Ludzie to robią ale nie ma ich wielu. Mamy więc kije, przejdźmy do kołowrotków.

PO7_9876

Kołowrotki i linki. Kołowrotki – powinny być dobrane wielkością i pojemnością szpuli do wybranych już wędek i linek. W naszym przypadku, potrzebujemy trzech kołowrotków. Jeden do klasy #7 SH z linką pływającą i drugą szpulą z linką intermedium. Drugi do klasy #7 DHrunning line, który obsłuży nam wszystkie głowice rzutowe, zatem na pewno większy od poprzedniego do wędki SH. W tym przypadku nie potrzebujemy zapasowych szpul (spora zaleta). Trzeci, który musi być maszyną bez wad do wędki DH na Kingi. Tu będzie potrzebna precyzja, moc i min. 300m podkładu oraz głowice Skagit z systemem Multi Tip do T17 /Moje kołowrotki to w kolejności chronologicznej – Opti Runner do #7 SH, Opti Speedrunner do #7 DH i Opti Megaloop do #9 DH lub #12 SH. Kołowrotki mają swoje własne pokrowce/etui jednak powinny być spakowane do tzw. Reel bag dla bezpieczeństwa w transporcie.

Muchy – muszą znaleźć się w bagażu głównym, jednak w przypadku Rio Gallegos polecam zakup kilku udowodnionych na konkretne warunki wodne wzorów już na miejscu w sklepiku znajdującym się na Lodge. To moim zdaniem najlepsze i najskuteczniejsze rozwiązanie. O ile podobna sytuacja występuje na Lodowcach o tyle w tym przypadku spory zapas sprawdzonych patentów dobrze jest przygotować i zabrać z domu. Chodzi głównie o aspekt haków, które w tym przypadku mają decydujące znaczenie. Kwestie much i ich przygotowanie dla naszych klientów Trout Land traktuje jako przywilej i dzięki współpracy z jednymi z najlepszych flytiers zapewnia swoim gościom na wszystkich destynacjach.

IMG_1045

Stosując te wskazówki, będziemy mile zaskoczeni kładąc naszą „walizkę” do odprawy bagażowej. Jej waga powinna utrzymać się w okolicach 20kg bagażu głównego i 10kg bagażu podręcznego i tak dokładnie będzie. Bagaż odprawiamy do lotniska docelowego czyli w tym przypadku do Buenos Aires. Dzięki temu zyskujemy czas i komfort podczas transferu na lot międzykontynentalny Europa-Ameryka Południowa. Niewątpliwą zaletą tej podróży jest fakt, że nie potrzebujemy Wiz ani do Argentyny ani do Chile. Każdy uczestnik otrzymuje ubezpieczenie od kosztów leczenia i NW na terenie Argentyny do wysokości min. 60.000 euro. Wylatujemy zawsze wieczorem by pokonać Atlantyk nocą to najbardziej optymalne rozwiązanie. Rano lądujemy w Buenos gdzie wita nas wysoka temperatura jak przystało na argentyńskie lato. Mamy jeszcze pół dnia, cały wieczór i noc na korzystanie z uroków tego niesamowitego miejsca, na pewno będziemy odsypiać Boskie Buenos dopiero podczas porannego lotu domestic do serca Patagonii. Przed nami jedna z najbardziej pożądanych destynacji świata, mnóstwo emocji i ogromne ryby. Zapraszam do kolejnego spotkania na Blogu Trout Land. Długo oczekiwana relacja z naszego pobytu w Argentynie będzie pełna wspaniałych zdjęć, ogromnych ryb, zapierających dech widoków, niesamowitej przyrody i wspaniałych ludzi. Zapraszam serdecznie do lektury bloga i kolejnej edycji zatytułowanej – „Do źródeł Santa Cruz – Glacier King”

IMG_1991

Do zobaczenia na Lodowcach Argentyny!